AKTUALNOŚCI

Nocnik – najlepszy przyjaciel naszych przodków

Nocnik – najlepszy przyjaciel naszych przodków

Powiedzmy sobie szczerze – protoplastą wszelkich przenośnych toalet jest… stary dobry nocnik. I choć chyba każdy z nas miał z nim do czynienia w czasach dzieciństwa, to nie każdy zdaje sobie sprawę, że dawniej nocnik był akcesorium niezbędnym bez względu na wiek użytkownika.

 

Nocników używali już starożytni Grecy, a jako niezbywalny element wyposażenia przetrwały one aż do współczesności, po drodze nieco zmieniając charakter, wygląd i poniekąd przeznaczenie. Choć dzisiejsze dziecięce nocniczki najczęściej wykonane są z plastiku, niegdyś – szczególnie wśród wyższych sfer – zdarzały się nocniki ceramiczne, srebrne, porcelanowe, kryształowe, w dodatku pięknie malowane czy rzeźbione… Pałacowe urynały nie ustępowały kunsztem wykonania reszcie bogatego wyposażenia. Pasowały do mebli, do zastawy toaletowej czy do aktualnej mody. Przyjrzyjmy się zatem kilku nocnikowym ciekawostkom.

 

Nocników nigdy dość

Obie nazwy tego przedmiotu – nocnik i urynał – oddają zastosowanie jedynie połowicznie. Wszak nocnika używa się nie tylko w nocy, no i nie służy on wyłącznie do wydalania uryny… Bez względu jednak na nieszczególnie trafione nazewnictwo, samo akcesorium było niezbędne – gdy brakowało nocników, nawet najbardziej nobliwi dworzanie bez cienia wstydu gotowi byli załatwiać swoje potrzeby za zasłoną, w kominku czy pod stołem. Najlepszym przykładem jest Wersal, który – mimo stereotypowej renomy miejsca eleganckiego i bez skazy – w czasach swej świetności tak naprawdę spływał fekaliami pozostawianymi gdzie popadnie. Gdyby tylko mieli tam więcej nocników…

 

Spod łóżka na ulicę

Mimo jednak takich niechlubnych przykładów nocniki były raczej używane powszechnie, a przynajmniej w miastach i na dworach, czyli tam, gdzie nie było łatwego i szybkiego dostępu do zewnętrznych latryn. Czasami były to zwyczajne naczynia, miski albo stare, nieużywane już garnki, zdarzało się jednak żeby były one specjalnie wyprofilowane – ich dno było płaskie, ale ścianki zwężały się ku górze, tak aby użytkownik mógł na naczyniu w miarę wygodnie przysiąść. Niekiedy naczynia te wyposażano w przykrywki i trzymano pod łóżkiem albo pod innymi dostępnymi meblami. Ich zawartość, często nad ranem, wyrzucana była razem z innymi odpadkami na podwórko, do rzeki, jeśli akurat jakaś płynęła obok, albo najzwyczajniej w świecie (szczególnie w miastach) – przez okno, prosto na ulicę. Ponoć to właśnie dlatego mieszczanie gustowali w kapeluszach z jak najszerszym rondem… Kiedy fekaliów na ulicy robiło się już za dużo, a ludzie zaczynali już brodzić w odchodach, obkładano zasmrodzoną powierzchnię deskami, po czym… historia się powtarzała. Ludzie opróżniali nocniki przez okno, a gdy znów zaczynano brodzić w fekaliach, kładziono na nich kolejną warstwę desek. Tym sposobem poziom ulic potrafił gdzieniegdzie w ciągu wieków podnieść się nawet o… dwa– trzy metry!

 

Narodziny sedesu pokojowego

U progu renesansu najbardziej eleganccy użytkownicy domowych nocników uznali, że naczynie pełne tego i owego, zalegające pod łóżkiem, nazbyt jednak cuchnie. Coraz częściej zaczęto więc używać sedesu pokojowego czyli specjalnej szafki przypominającej pudło, z otworem w górnej części. Nocnik umieszczano wewnątrz tejże szafki, dokładnie pod otworem, a po załatwieniu się szafkę zamykano od góry, aby nie unosiły się z niej żadne zapachy. W jednej ze ścianek takiego mebelka znajdowały się drzwiczki, przez które można było wyciągnąć zapełniony nocnik i włożyć go z powrotem po opróżnieniu. Szafeczki te z biegiem czasu i w miarę możliwości zaczęto profilować tak, aby siedziało się na nich jak najwygodniej, i wyściełać siedzisko miękkim materiałem. Na przykład sedes pokojowy króla Henryka VIII obszyty był od góry czerwoną welwetową poduszką oraz wyposażony w dwa boczne uchwyty zrobione ze srebra. Królowa Elżbieta I miała swój ulubiony sedes pokojowy, który bynajmniej nie zalegał ciągle w pokoju, lecz towarzyszył jej w podróżach. Obity był on czarnym welwetem przy pomocy złotych, ozdobnych nitów, góra zaś ozdobiona była szkarłatnym miękkim materiałem z jedwabnymi frędzlami. Sedes królowej Elżbiety podróżował na specjalnie do tego przeznaczonym wozie, który zawsze jechał w pobliżu karety.

Być może kabiny sanitarne mToilet nie podróżują tuż za karetą królowej i nie są wyszywane złotymi nitami, ale zawsze wędrują tam, gdzie są potrzebne – spotkać je można na festiwalach, jarmarkach, koncertach, budowach i w wielu innych miejscach. Dzięki nim ulic nie trzeba obkładać deskami, kapelusze z szerokim rondem można nosić po prostu dla kaprysu, a ludzie w potrzebie nie muszą już rozglądać się w panice za ustronnym miejscem.